Strona:Drugie życie doktora Murka (Tadeusz Dołęga-Mostowicz).djvu/322

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


skrzywdzone, gdyby przesądzone było już, że nie zyska twoich uczuć. Prawda?...
— I jakiż to plan? — zapytała Tunka.
— Zaczekaj. Więc przedewszystkiem dziecko to musi być sierotą. Musi nie mieć rzeczywistych rodziców dlatego, by nikt doń nigdy nie zgłosił pretensyj i by ono nie wiedziało, że jest tylko naszem przybranem dzieckiem. Przynajmniej do czasu aż osiągnie dojrzałość. Drugie, to kwestja pochodzenia tego dziecka. Chciałaś wziąć chłopskie dziecko i wychować je w środowisku swojem. Otóż... wiem coś o tem z bezpośredniej obserwacji. Znałem kilka podobnych wypadków. Zbyt często kończyły się źle... Bardzo źle.
Zamyślił się i mówił jakby do siebie:
— Ludzie są jak rośliny. Nie wolno ich bezkarnie przenosić z jednego klimatu do drugiego. Czasami wprawdzie taki eksperyment się uda, częściej jednak roślina pomimo największych wysiłków ginie, lub degeneruje się, przestaje dawać owoce, lub zaczyna dawać trujące, jadowite, złe owoce. Karłowacieje, więdnie i gnije, albo staje się pasorzytem, niepożytecznym chwastem. Nie umie, nie może znieść nowego klimatu bez względu na to, czy klimat ten będzie łagodniejszy, czy surowy, bez względu na to, czy gleba będzie żyźniejsza, czy jałowa. Wystarczy, że klimat będzie inny, że gleba będzie inna. Widziałem wielu emigrantów z inteligencji rosyjskiej, wielu i Polaków, których rodzice potracili majątki. Ci ludzie nie umieją żyć w klimacie proletarjatu. Nie umieją pracować, ani kontentować się skromnemi warunkami, do jakich zmusza ich życie. I cóż się z nimi dzieje?... Pełno ich w domach noclegowych, w barakach, w więzieniach. A przecież, zdawałoby się, że przechodząc z wyższych, z bardziej skomplikowanych form bytowania do prostych, powinni dać sobie radę. Zdawałoby się powinni zachować i te ideały i te moralne wytyczne, które odziedziczyli po ojcach i dziadach. Tymczasem — nieprawda. Gi-