Strona:Drugie życie doktora Murka (Tadeusz Dołęga-Mostowicz).djvu/310

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


piero po trzech dniach udało się ściągnąć do Medany cały wyższy personel ambasady. Natomiast podczas swoich wizyt w obcem przedstawicielstwie Czaban zorjentował się, który z dyplomatów jest osobą miarodajną i decydującą w podobnych sprawach. Słowem, kto jest szefem akcji szpiegowskiej. Pan F. Kiner zajmował w ambasadzie podrzędne stanowisko, a nawet wyglądał dość niepozornie. Gdy wszedł do pokoju, w którym oczekiwał go Murek, robił wrażenie jakby onieśmielonego.
— Nikt tu nas nie słyszy. Drzwi zamykam na klucz. Chcę panu przedstawić pewną poważną propozycję.
— Mnie? — udał zdziwienie Kiner, lecz wyraz jego oczu, ostry i badawczy, zdradzał, że orjentuje się w sytuacji.
— To pana do niczego nie obowiązuje. Proszę tylko mnie wysłuchać. Zechce pan usiąść — podsunął mu krzesło.
— Dobrze, słucham pana — usiadł Kiner.
Murek zaczął od wstępu:
— Nie zajmuję się szpiegostwem. Ponieważ jednak jestem obywatelem rumuńskim i wobec państwa polskiego do żadnych sentymentów się nie poczuwam, a nastręcza mi się okazja zarobienia poważnej sumy, wymyśliłem pretekst, by namówić dyrektora Medany, do zetknięcia mnie z panem. Zapewniłem go, że chcę skorzystać z wizyty pana w Medanie, dokąd umyślnie przyjechałem, i prosić pana o interwencję w sprawie aresztowanej przez waszą policję mojej kuzynki. To był jednak tylko pretekst.
— A jakaż sprawa? — z lekką niecierpliwością zapytał Kiner.
— Sprawa jest taka. Mam szwagra, który z tytułu swego stanowiska może mieć dostęp do ważnych dokumentów, dotyczących uzbrojenia i przemysłu wojennego w Polsce. Szwagier zgrał się tu niedawno w kasynie i grozi mu dużo kłopotów. Chcę mu pomóc.
— Zatem?