Strona:De Segur - Gospoda pod Aniołem Stróżem.djvu/149

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


życie z narażeniem własnego. A ja mu tego nigdy nie zapomnę; uczynię wszystko co on zechce i wreszcie niech robi ze mną, co mu się podoba.
Skoro nareszcie generał w ten sposób wyładował swój gniew, opanowało go uczucie rzewniejsze, bo podał Moutierowi rękę. Chciał powstać, ale jednak padł na powrót na siedzenie. Moutier rzekł:
— Wypocznij pan cokolwiek panie generale; i ja także jestem raniony, piesza podróż czyni mi również pewną przykrość...
— Albo to prawda? zapytał generał z pewnem zadowoleniem. Pan rzeczywiście pragniesz także spoczynku!
— Rzeczywiście jestem mocno strudzony, co pan poczytałeś za złośliwość, było to tylko samochwalstwo żuawskie. Ach, jak słodko spocząć w chłodzie, w cieniu! dodał wyciągając się na murawie, jakby istotnie upadał ze znużenia. Generał, zupełnie zadowolony, oparł się wygodnie o pień drzewa; zamknął oczy i wkrótce nie mogąc się powstrzymać, zasnął. Kiedy Moutier usłyszał jego głuche chrapanie powstał a wziąwszy papier napisał na nim te wyrazy: „Czekaj pan na mnie, panie generale, wrócą natychmiast!“
Położywszy notatkę obok generała, oddalił się szybkim krokiem.
Generał spał, gdy tymczasem Moutier podążał szybko po drodze. Widocznie nie czuł bólu