Strona:Dar wróżki.djvu/7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 5 —

tami, a przez kraty widać było stare dęby i buki, na klombach zaś rosły krzaki róż i lewkonij.
Środkiem ogrodu przepływał strumyk, przez który przerzucone były maleńkie mosty.
Jelenie i łosie spacerowały po złotym piasku, poczem podeszły do kraty, gdzie stał chłopak i brały mu chleb z ręki.
Z za drzew widać było śliczny zamek.
Srebrny dach błyszczał w słońcu, a z wieżyczek powiewały różnokolorowe chorągiewki i sztandary.
Nasz podróżny wydostał się z drogi do parku przez kratę i zobaczył równą aleję do wrót pałacu prowadzącą.
W ogrodzie panowała zupełna cisza, nie było ani jednego człowieka.
Na bramie wisiała jakaś tablica.
— Aha! — pomyślał — pewnie zabraniają tu wchodzić... Tak bywa zawsze.
Ile razy tylko napotyka się po drodze piękny ogród, zawsze piszą, że wchodzić nie wolno...
Ku wielkiemu jednak zdziwieniu wyczytał na niej, co nastepuie: