Strona:D. M. Mereżkowski - Zmartwychwstanie Bogów.djvu/82

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.

    Monsignore — zaczęła, wypowiadając ułożoną z góry przemowę — niech Wasza Królewska Mość ulituje się nademną, a Bóg jej to wynagrodzi. Rycerzu szlachetny, obroń uciśnionych! Ludwik Il Moro wszystko nam zabrał: przywłaszczył sobie nasz tron; otruł mojego małżonka, prawowitego władcę Medyolanu, Jana Galeasa; otoczył nas mordercami i szpiegami w naszym własnym domu.
    Karol nie bardzo rozumiał, o co chodzi i nie słyszał wyraźnie słów księżnej.
    — Co? Co? Co się stało? — mruczał, jak człowiek, obudzony ze snu. I wzruszając ramionami, dodał: — Nie, nie trzeba, proszę cię, droga siostro, to zbyteczne... wstań, wstań!
    Ale ona klęcząc, chwyciła rękę króla, ucałowała ją, chciała mu obejmować kolana.
    — Panie, jeśli mnie opuścisz, targnę się na własne życie — wołała rozpaczliwie!
    Król zmieszał się jeszcze bardziej, jego twarz wykrzywiła się, jak do płaczu.
    — Mój Boże — mruczał — ja nie mogę — Cóż znowu! Cóż znowu! Proszę cię, Briçonnet... powiedz jej, że...
    Izabella nie wzbudzała w nim współczucia. Nawet wśród upokorzenia, była tak dumną i tak piękną, że wyglądała na bohaterkę tragedyi.
    — Uspokójcie się, Serenissima Madonna. Jego Królewska Mość uczyni dla was i dla waszego małżonka, co będzie w jego mocy — rzekł kardynał grzecznie, lecz chłodno i wyniośle.
    Księżna rzuciła okiem na Briçonneta, przyjrzała się baczniej królowi i nagle umilkła, zrozumiawszy, z kim ma do czynienia.
    Monarcha był brzydki i śmieszny. Stał z otwartemi ustami i wodził dokoła okiem błędnem.
    — Ja u nóg tego dzieciucha, tego idyoty, ja, wnuczka Ferdynanda Aragońskiego!
    Wstała, jej matowe policzki oblały się rumieńcem. Król uczuł, że powinien przerwać to kłopotliwe milczenie. Podniósł ramiona, mruknął: „Co? Co? Co to znaczy“, machnął ręką i umilkł.