Strona:D. M. Mereżkowski - Julian Apostata.pdf/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


I śmiejąc się półgłosem, Fillis rzuciła na kamienną podłogę miękką ciemną chlamidę.
Ale w tej chwili wewnątrz świątyni rozległy się jakieś przeraźliwe gęgania i gwałtowne trzepotanie skrzydeł białych wywołało wiatr tak silny, że lampa o mało nie zagasła.
Agamemnon wypuścił z rąk Fillidę i szepnął:
— Co to jest?..
W ciemności przeświecać zaczęły jakieś białe, do widm podobne, kształty. Przerażony ostatecznie, Agamemnon przeżegnał się mimowoli.
— Co to takiego? Wszelki duch Pana Boga chwali!..
W tej chwili coś uszczypnęło go silnie w łydkę. Krzyknął z bólu i trwogi, następnie chwycił za gardło nieznanego wroga, a drugiego przeszył sztyletem... Rozległy się przeraźliwe wrzaski, gęgania i trzepotanie skrzydeł. Lampa mignęła ostatni raz i zagasła, a Fillis wołała śród śmiechu:
— Toż to są gąsiory, poświęcone gąsiory Pryapa... Coś ty narobił!..
Blady i drżący zwycięzca stał ze skrwawionym mieczem w jednej dłoni, z zamordowanym gąsiorem w drugiej. Na ulicy rozległy się wrzaski, do świątyni wdarł się tłum ludzi z pochodniami, a na jego czele Skabra, stara kapłanka Pryapa.
Spokojnie, według zwyczaju, raczyła się ona w sąsiednim szyneczku, gdy dały się słyszeć krzyki świętych gąsiorów. Wtedy z tłumem włóczęgów nocnych pobiegła im na ratunek. Nos czerwony i zagięty, rozwichrzone siwe włosy i oczy błyszczące, jak dwa sztylety stalowe, czyniły ofiarnicę Pryapa podobną do furyi.
Teraz krzyczała w niebogłosy: