Strona:D. M. Mereżkowski - Julian Apostata.pdf/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


jące przez wązki otwór, oświetlały jego bujne białe włosy i długą brodę.
Z góry do dołu w ścianach grobowca były powydrążane niewielkie nisze, przypominające otwory w gołębniku, a w każdej stała urna żałobna.
Myrra, którą starzec polubił, ucałowała z szacunkiem jego dłoń pomarszczoną, prosząc, aby jej opowiadał żywoty Ojców pustelników. Nic jej się tak nie podobało, jak te cudowne i przerażające powieści Dydyma.
Starzec z łagodnym uśmiechem gładził Myrrę po głowie. Wszyscy zasiedli dokoła, on zaś począł opowiadać o wielkich pokutnikach Tebaidy, Nitryi, Mezopotamii.
Myrra wpatrywała się w niego rozgorączkowanemi oczyma, przyciskając wątłemi dłońmi pierś, falującą ze wzruszenia. Uśmiech tajemniczy niewidomego starca pełen był głębokiej dobroci, a jedwabiste miękkie włosy siwe otaczały mu twarz jakby aureolą.
Siedzieli wszyscy cicho, przysłuchując się niemilknącym szmerom oddalonego Rzymu, gdy nagle ktoś zastukał zlekka do drzwi wewnętrznych, stanowiących połączenie z katakumbami.
Juwentyn wstał, podszedł do drzwi i, nie otwierając, zapytał:
— Kto tam?
Nie było odpowiedzi, ale znowu dało się słyszeć jeszcze cichsze, jakby błagalne stukanie.
Juwentyn ostrożnie uchylił drzwi, zadrżał i cofnął się: kobieta wysokiego wzrostu weszła do kolumbaryum.
Od stóp do głowy była otulona w długą, białą szatę, opadającą na twarz. Szła, jak osoba wychodząca z niemocy, albo nader podeszłego wieku. Wszyscy spo-