Strona:Cyklista na wycieczkach. Lwów-Gdańsk.pdf/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

― Na ciebie złodzieju, na ciebie ciarachu ― wszystkich was wyrżniemy niedługo!
W tych warunkach a do tego samemu, bo towarzysz pojechał koleją wprost do Krakowa ― droga nie była zabawną, gdy się zciemniło zupełnie, co chwila musiałem zeskakiwać z maszyny, aby jej przez złośliwość przejeżdżający ludzie nie uszkodzili. Nakoniec dobiłem do Krakowa, zkąd miałem zamiar pojechać na dokończenie urlopu do Zakopanego. Że jednak zasłociło się i zaniosło na dłuższą niepogodę, a drogi były rozmokłe, chcąc nie chcąc kupiłem bilet i koleją dojechałem do Lwowa.
Tak byłem wyczerpany wrażeniami i tak znużony bezsennością, że pogadawszy z konduktorem „na serjo“, zasnąłem już na piątym kilometrze za Krakowem i spałem snem umęczonego aż do jakiejś stacji, na której zbyt długi postój pociągu mnie zbudził, Przeciągam się, przecieram oczy i słyszę następującą rozmowę:
― Czy pan już znaszed swój überzieher?
― Co proszę?
― Czy pan znaszed swój überzieher?
― Tak proszę.
― A w jaki sposób pan go znaszed?