Strona:Cyklista na wycieczkach. Lwów-Gdańsk.pdf/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

burzę morską. Statek począł się kołysać wcale przyzwoicie i należało się dobrze uchwycić poręczy, aby nie stracić równowagi i nie wpaść do morza. Byłem bardzo szczęśliwy i zacząłem już nie morze lecz siebie obserwować, jakie burza na mnie uczyni wrażenie. Jestem nadto nerwowy, abym mógł być odważnym, sądziłem przeto, że będę się bał wzburzonego morza, płynąć na statku, rzucanym falami, które dochodziły do wysokości półtora metra Tymczasem nad wszelkie spodziewanie doznałem zupełnie innego uczucia. Ten mały, marny człowiek, płynący na takiej łupince, jaką jest statek w porównaniu do wielkości morza, jeśli tylko nie jest absolutnym tchórzem, rośnie sam w swoich własnych oczach, wydaje mu się, że jest bardzo potężnym, bo zdołał zbudować coś takiego, co się opiera wzburzonemu morzu ― chwyta się obu rękami poręczy ― uśmiecha się sam do siebie, słucha ryku i wycia fal i jest bardzo szczęśliwym. Coby jednak było na pełnem morzu i podczas prawdziwej burzy, powiedzieć nie umiem ― bardzo być jednak może, że nie na długo by mi starczyło tej pewności siebie, która mnie tym razem ani na chwilę nie opuszczała.
Późnym już wieczorem wypogodziło się ― o godzinie dziewiątej statek zawinął do Sobotów ― a później naprzód morzem, a potem ka-