Strona:Conan-Doyle - Przygody brygadjera Gerarda.pdf/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

staruchem, po którego długiej, siwej brodzie i pełnem majestatu zachowaniu się poznałem, iż ze względu na swój wiek i postawę jest tu najzacniejszym.
— Panie — rzekłem do niego — może mi pan da wyjaśnienie, dlaczego przywieziono mnie tutaj skrępowanego? Jestem honorowym żołnierzem, tak samo, jak i pan zapewne jesteś człowiekiem honoru, dlatego też wzywam pana, abyś nas natychmiast obydwóch uwolnił.
Po tem przemówieniu nastąpiło głębokie milczenie.
Nieprzyjemna to rzecz, panowie, gdy się widzi przed sobą dwanaście zamaskowanych twarzy, a z poza tych masek wygląda dwa razy tyle mściwych włoskich oczu.
Ale stałem przed nimi, jak przystało na prawdziwego żołnierza, a myślałem tylko o tem, jaki zaszczyt przyniosę moim huzarom przez moje zachowanie. Nie sądzę, aby ktoś w tak trudnych okolicznościach mógł się zachowywać lepiej i z większą godnością. Bez strachu spoglądałem mordercom jednemu po drugim prosto w same ślepia i czekałem na odpowiedź.
Wreszcie stary przerwał milczenie i zapytał:
— Kto jest ten człowiek?
— Nazwisko jego brzmi Gerard — odpowiedział klucznik.
— Pułkownik Gerard — dodałem. — Nie chcę, abyście mieli jakąkolwiek wątpliwość co do mojej osoby. Jestem Stefan Gerard, ten sam pułkownik Gerard, którego w sprawozdaniach z pola bitwy wymieniono zaszczytnie pięć razy i który otrzymał szablę honorową. Jestem adjutantem generała Sucheta i żądam razem z moim towarzyszem broni, tutaj obecnym, natychmiastowego uwolnienia.