Strona:Conan-Doyle - Przygody brygadjera Gerarda.pdf/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Powiadam wam, była to wyszukana piękność — skoro ja, brygadjer małego kaprala, powiadam wam, że była, to nią musiała być! To coś znaczy, moi panowie!
Mam swój własny sąd, posiadam doskonałą pamięć, a prócz tego zmysł porównawczy, którego nikt w świecie posiadać nie może!
Ze wszystkich kobiet, które mnie kochały, nawet dwudziestu nie mogę przyznać tej zalety!
Ale powtarzam wam, moi panowie, Łucja była wyszukanie piękną! Ze względu na jej smagłą cerę mógłbym ją porównać tylko z ową Dolores z Toledo.
Gdy walczyłem pod Masséną w Portugalji, kochałem w Santarem małą brunetkę... nazwiska, jak zwykle nie pamiętam.
Była ona także skończoną pięknością, ale nie posiadała tego wdzięku i tych skończonych kształtów, co Łucja.
Była także jeszcze Agnieszka... nie wiem doprawdy, której z nich przyznać palmę pierwszeństwa... ale Łucja była z nich najwspanialszą! Może kto nie wierzy?
Podczas tej sprawy z obrazami spotkałem ją po raz pierwszy.
Ojciec jej posiadał pałac po drugiej stronie mostu Rialto nad Canale Grande; na murach tej wspaniałej budowli znajdowały się tak przepyszne rzeźby, że Suchet wysłał cały oddział saperów, aby je zdjąć i wysłać do Paryża.
Stałem na czele tych ludzi, a gdy spostrzegłem łzy tej pięknej Łucji, nabrałem przekonania, że te rzeźby się rozkruszą, skoro im się odbierze podporę. Zaraportowałem to i saperów ściągnięto.
Wskutek tego stałem się przyjacielem rodziny,