Strona:Conan-Doyle - Przygody brygadjera Gerarda.pdf/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Dzisiaj, panowie, posłuchajcie o szczególnem zdarzeniu, o przygodzie, której zawdzięczam moje szybkie pójście wgórę, a która stała się powodem mych poufnych stosunków z cesarzem.
Ale przedtem jeszcze jedno słowo upomnienia! Nie zapominajcie panowie o tem, że zdarzenie to widziałem na własne oczy, słyszałem je na własne uszy, i nie starajcie się przeczyć mi, przytaczając opis jakiegoś uczonego lub człowieka pióra, który napisał książkę o historji. Wierzajcie mi, iż panowie ci wielu rzeczy nie znają, a dla świata pozostanie wogóle wiele rzeczy nieznanemi.
Ja sam mógłbym wam opowiedzieć o wielu rzeczach, którymbyście się dziwili, gdybym nie musiał trzymać języka za zębami.
I o tej przygodzie milczałem, dopóki żył cesarz, ponieważ mu to przyrzekłem, ale teraz nie widzę w tem nic złego, gdy opowiem o roli, która mi w tym wypadku przypadła w udziale.
Podczas zawierania pokoju w Tylży, byłem tylko ubogim porucznikiem. Nie powątpiewam bynajmniej, iż moja postawa i moje eleganckie awanturki przemawiały bardzo na moją korzyść. Byłem już znany jako jeden z najdzielniejszych i najzuchwalszych oficerów w armji, tymczasem jednak nie wystarczało to jeszcze do zrobienia szybkiej karjery wobec mnóstwa dzielnych ludzi, otaczających cesarza. Przypadek w cudowny sposób przyszedł mi z pomocą.
Gdy cesarz po zawarciu pokoju w r. 1807 powrócił, bywał często z cesarzową i dworem w Fontainebleau. Znajdował się wtedy u szczytu swej sławy, gdyż przez trzy szybko po sobie następujące wyprawy upokorzył Austrję, zgniótł Prusy i wyparł Moskali za Niemen. A aczkolwiek buldog z drugiej strony kanału jeszcze warczał, to przecież nie miał odwagi oddalać się zbytnio od swej budy.