Ta strona została przepisana.
129
Wiercił się w półmroku bez celu, kaszląc ze zmęczenia i zdenerwowania. Potem porzucił swoją odzież jak zwyciężony. Szerokie jego plecy garbiły się, gdy nic już nie myślał, a ramiona ciągnęły naprzód łopatki. Na widok tego cielesnego smutku dawna niezłomna sojuszniczka, przyczajona pod swoją wielką wstęgą czarnych włosów, chciała już spieszyć na pomoc, ofiarować napoje, uśmiechy, słowa, wszystkie ulgi, wypróbowane w dziesięcioletniej przeszłości... Pohamowała się, odczuła dziwną boleść i udała, że śpi.