Przejdź do zawartości

Strona:Colette - Ta druga.pdf/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.
128

Gdzież się podziała owa Fanny — potwór?
„Tak, trzeba najpierw pomówić z Farou‘em. Bez żadnych krzyków i scen, trzeba całkiem łagodnie przedstawić mu położenie... niemożliwe... wprost niemożliwe! Nie jesteśmy już młodziutkimi kochankami, nie będę przemawiać w imieniu fizycznej zazdrości, która wchodzi w rachubę tylko w drobnej części...“
Ale wyobrażenie tej drobnej części przypomniało jej zdrowe i pożywne usta Farou‘a i oddech jego nozdrzy, gdy przedłużał uparty pocałunek. Usiadła nagle, zaświeciła światło i wzięła lustro z stolika nocnego. Jej twarz silnej kobiety, górująca nad silną jej postacią, obdarzyła ją fałdzistą brodą, i wysuniętą dolną wargą, którą poprawiała. Prócz pięknych oczu o fascynującem spojrzeniu, uważała się za brzydką, chociaż wrażenie własnej siły i gwałtowności nie wywoływało u niej niechęci.
„Mogę jeszcze wpaść w gniew, pomyślała podobnie jak w czasach oblężenia byłaby powiedziała: „Och, mamy jeszcze cukru na trzy miesiące!“
Pogładziła ręką policzki i brodę, potem odepchnęła i usunęła na drugi plan swoją silną twarz:
„W razie potrzeby... Nigdy niewiadomo...“
Uspokoiła się i nabrała pewności siebie, gdy ujrzała i namacała na swej nietkniętej i odpowiedniej do każdego użytku twarzy wrodzoną dzikość samic. Odruch szczerości sprowadził zawieszenie broni: „Później. W każdym razie, po premierze.“

Zgasiła rozsądnie lampę i kiedy Farou wrócił około godziny trzeciej nad ranem, leżała nieruchomo pod swojemi włosami i śledziła go.