ma ją silnie. Wciąż ten zapach octu toaletowego...
— Ach, niech się pani stąd usunie, kiedy przechodzę, — rzekł do Jane.
— Chcę panu potrzymać drzwi, które się zatrzaskują... Czy tak się potrząsa omdlałą kobietę?... Niech pan poczeka, aż rozścielę łóżko... Niech pan idzie i powie Henrecie, aby napełniła flaszkę gorąeą wodą.
— Zatelefonować do doktora Moreau?
— Jeśli to sprawia panu przyjemność. Na razie wiem tyle co on. Chodzi przedewszystkiem o to, aby zareagowała szybko... Niema nic w płucach, oddycha dobrze.
Rozmawiali szybko, stłumionym głosem, Fanny przedłużała tę zasadzkę, to odprężenie, to alibi. Ułożyła się tak, aby głowa jej stoczyła się w sposób upiększający, a lampa na stoliczku barwiła różem jej spuszczone powieki.
Jakaś ręka wsunęła pod rozbute jej nogi obwisłą i palącą flaszkę gumową.
— Wrząca, — rzekł głos pokojówki. — Zdejmę pani pończochy...
— A więc?... Idę juź?... — zapytał Farou.
— Tak, niech pan idzie i niech pan nie zapomni o aptece.
— Co za pytanie!... Zatalefonować do Wodewilu?
— Jak pan chce. Mam wrażenie, że to słabość bardzo przejściowa.
— Ale ona niema zwyczaju ulegać słabościom, — rzekł bezradny Farou.