Przejdź do zawartości

Strona:Colette - Ta druga.pdf/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.
119

Przycisnął Jane do ściany, przysłonił ją całą swojem wysokiem i obszernem ciałem. Pozostały z niej tylko dwie małe nóżki i nagi łokieć, spoczywający na ramieniu Farou‘a.
Dłonią, przyłożoną do czoła, przechylił jej głowę i pocałował ją wygodnie w usta.
— A to jest głupie?
Przebrana za służącę młoda kobieta otrząsnęła się z kokieteryjną fanfaronadą, przyjrzała się w lustrze i odpowiedziała przytłumionym głosem:
— To jest bardziej niż głupie, to sfuszerowane.
Opuściła jasne pole łazienki i Fanny zadrżała ze strachu.
„Ona zobaczy mnie... Przyjdzie tutaj... Dowie się, że ich widziałam..“
I uciekła do jadalni, gdzie piła obojętnie wodę, gdy zbliżyła się do niej Jane.
— Woda przed posiłkiem? Kiedy ty nabierzesz rozsądku, Fanny? Wróciłaś teraz? Gdzie suknia?
— Wzięłam ję ze sobą, — rzekła Fanny.
— To lepiej, Ale nie pij tak prędko! Co się tobie stało?
— Jest mi trochę zimno, — rzekła Fanny.
Jane odebrała jej napół pełną szklankę.
— Zimno? Nie, Fanny! Żadnych żartów! Nie wolno ci mieć grypy przed premierą! Ach, jak ja nie lubię jak ty tak wyglądasz! Daj mi ręce!

Ręce Fanny pozwoliły się ujarzmić przez dwoje rąk, przesiąkniętych zapachem octu toaletowego z kąpieli Farou‘a, Dwoje ciemnoczarnych, nieugiętych, badawczych oczu wpiło się jej w oczy, tropiąc