uchwytna piosnka nie wydobywała się poza jej zamknięte usta. Gdy zapytana o coś odpowiedziała „Co, Fanny?“, zdradziła na swojej twarzy naiwność i nadzieję narzeczonej.
Tymczasem Farou — od chwili, gdy porzucił próby gry, światła i Esterę Merya — odzyskał łagodne usposobienie, raz równe, to znów tarzające się poniżej ziemi, uspokojone, złote spojrzenie, aż do owej woni, którą wydzielał, gdy był rozkosznie szczęśliwy, i Fanny sposępniała. Zdrada opuściła niższe piętra i wspinała się aż do niej. Przyjemność Farou‘a przestała być przygodą, kaprysem zrodzonym na ulicy, z ulicy, z teatru, zadawalnianą gdziekolwiekbądź. Dochodziła do dziecinnych roztrząsań stopni hierarchji wiarołomstwa:
„Mała Asselin, Virica, Irrigoyen i całe plugastwo, to obchodzi tylko Jane. Niechaj ona wścieka się ze złości, popłakuje po kątach i robi sceny Farou‘owi, — jeśli ma odwagę! Ale sama Jane, ale mój dom, moja domena kobiety, nie posiadającej niczego na własność...“
W czasie bezsennych nocy i po raz pierwszy pragnęła mieć pokój, w którym mogłaby spać i czuwać sama. Mieszkanie zawierało tylko jedyny „pokój dla przyjaciół“, który zajmowała Jane. Mały Farou spał w pokoju, który zwałby się, bez niego, buduarem pani. Fanny i jej mąż spali w nocy obok siebie: jedna rama, dzieło stolarstwa angielskiego z epoki Binga, ujmowała dwa ich bliźniacze łóżka. Oswojone ich ciała żeglowały razem w nocy od wielu lat. Niewierny i szablonowy Farou wymagał obecności i ciepłej nieruchomości Fanny, wiązki jej rozpostar-