Następne dnie przyniosły Fanny konieczne wstrząśnienie, pospolite nieprzewidziane wypadki: główna odtwórczyni roli, Estera Merya, przeziębiła się, Henryk Marsan wywichnął sobie nogę na fudze kulisowej. Nowa dekoracja, którą Farou odrzucił, a Silvestre narzucił, opóźniła z kolei próbę generalną. Po każdym wypadku Fanny stwierdzała bez gorączki:
— To samo było z „Atalantą“. To samo, co z „Skradzionemi winogronami...“
Ale łatwo zapominający i wrażliwy Farou, zrażony swoim ciągle przeglądanym tekstem, oburzał się naprawdę:
— Czy widziano gdzie podobny bigos? Gdzie? Jedźcie zobaczyć do Berlina, jedźcie do Londynu!... Co za nieład! Co za niedbalstwo!... Co za...
— I cóż robi w tem wszystkiem mała Irrigayen, — zapytała bez powodu Fanny.
— Kto taki?... Ach, tak... nie robi nic, dzięki Bogu! Biset objęła jej rolę.
„O!“ zdziwiła się Fanny. Przestała się dziwić, stwierdziwszy u Jane powrót i zwiększanie się zadowolenia, które rozjaśniało jej oczy, cerę i dźwięk jej głosu. Na najmniejsze wezwanie Fanny przybiegała z zapytaniem „Czego sobie życzysz, Fanny?“, podobna do młodej dziewczyny, jasnej, różowej, skrzydlatej i ruchliwej jak pszczoła. Tłumiona, ledwie