nem, obraz nawet, obraz grożący mej nieuniknionej śmierci.
Uwięzienie nie służy nam... Chętnie udałbym się na dwór, aby pod łagodnem słońcem bez siły, wśród suchego żwiru i liści podobnych do smażonych kartofli „udawać tanecznicę“. Na dworze wszystko jest żółte! Me oczy stały się żółtemi przez przeglądanie się w słońcu rudem i w zapalonym lesie. Chcę myśleć o tem jedynie, co jest żółte i wesołe, o zimnie i o pięknej jesieni, zorzy czerwonej, której barwa pozostaje na liściach drzew czereśniowych... Chodź, wyprobujmy siłę naszych łap, zdajmy sobie sprawę z naszej młodości jeszcze niezużytej... Być może, iż śmierć nie przyjdzie nigdy?...
Co chcesz robić?
Drapać do drzwi, i zanucić hymn uwięzionego.
I obudzić Ją zapewne?
Będę śpiewał pół-głosem.