Przejdź do zawartości

Strona:Colette - Siedm dyalogow zwierzęcych.pdf/87

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.


nem, obraz nawet, obraz grożący mej nieuniknionej śmierci.

Długie milczenie.
KIKI-ŁAGODNY, przeciągając się.

Uwięzienie nie służy nam... Chętnie udałbym się na dwór, aby pod łagodnem słońcem bez siły, wśród suchego żwiru i liści podobnych do smażonych kartofli „udawać tanecznicę“. Na dworze wszystko jest żółte! Me oczy stały się żółtemi przez przeglądanie się w słońcu rudem i w zapalonym lesie. Chcę myśleć o tem jedynie, co jest żółte i wesołe, o zimnie i o pięknej jesieni, zorzy czerwonej, której barwa pozostaje na liściach drzew czereśniowych... Chodź, wyprobujmy siłę naszych łap, zdajmy sobie sprawę z naszej młodości jeszcze niezużytej... Być może, iż śmierć nie przyjdzie nigdy?...

Zeskakuje bez hałasu na podłogę.
TOBY-PIES, zatrzymuje go.

Co chcesz robić?

KIKI-ŁAGODNY.

Drapać do drzwi, i zanucić hymn uwięzionego.

TOBY-PIES, wskazując na tę, co śpi.

I obudzić Ją zapewne?

KIKI-ŁAGODNY, znudzony.

Będę śpiewał pół-głosem.