Przejdź do zawartości

Strona:Colette - Siedm dyalogow zwierzęcych.pdf/81

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.


TOBY-PIES, który w duchu pokłada się od śmiechu.

Czy nie przesadzasz?

KIKI-ŁAGODNY, poważnie.

Nigdy w świecie. I to właśnie na takiego konia ona włazi, czepia się go, jedna noga tędy, a druga tamtędy?... Dziwne zboczenie!

TOBY-PIES.

Różnią się nasze zapatrywania w tym względzie, mój Kocie. Dla mnie, po człowieku, koń jest pięknem na świecie.

KIKI-ŁAGODNY, urażony.

A ja tedy?

TOBY-PIES, wymijając, z kurtuazyą.

Ty jesteś Kotem. Ale koń! Ona na koniu! co za grupa cudowna tak wysoko w powietrzu, że, aby ją podziwiać, muszę odwrócić mój kark apoplektyczny! Koń użycza jej swej chyżości. Może Ona należycie ścigać się ze mną, kiedy ślepy galop mnie unosi. Niekiedy wyprzedzam Ją, z uszami chwiejącemi się na wietrze, z językiem wywieszonym w kształcie chorągwi, a przedemną posuwa się cień koński. Jeżeli biegnę z tyłu, pachnący kurz mnie okadza, skóra ciepła, zwierze pokryte potem, nieco Jej zapachu... Droga ucieka przedemną, gdyby wstęga, która się ciągnie pokryta bobkami nawozu. Co za radość