tak“ — mówi krzesło. Ona, pisząc lub czytając, gniewa się zaraz i krzyczy: „Bądź cicho, Kiki“. Korzystam z prawa, co mi przysługuje i myje się dalej niewinnie. „Tik-tak, tik-tak“. Ona rozgniewana rzuca się i otwiera drzwi, przez które przechodzę powoli, krokiem wygnańca... Kiedy znajduję się na dworze, śmieję się, że jestem wyższy od wszystkich...
Co za smutny tydzień, hę? nie wie się już, co to jest przechadzka. Odkąd ona spadła z konia, nie jadłem nawet z przyjemnością.
Mój Boże, można przecież kochać ludzi, a jednocześnie pielęgnować swój żołądek.
Ja tego nie potrafię, nie! Kiedy Ona spadła z konia, i kiedy poczęła krzyczeć, czułem, że serce me zatrzeszczało.
Wszak to nie mogło skończyć się inaczej. Nie należy siadać na konia. Nikt nie jeździ konno. Widzę dokoła siebie jedynie szaleństwa. Koń sam przez się jest już przestraszającą potwornością.
Naprzykład.