Ta strona została skorygowana.
KIKI-ŁAGODNY.
Co za nieznośna istota!
TOBY-PIES.
Ty sam jesteś nieznośny. Miej się na baczności: będę cię atakował tak, jak ona to czyni, kiedy jest wesoła i kiedy krzyczy: „Ha Kocie!“
KIKI-ŁAGODNY, nie podnosząc się jeszcze, wysuwa na spotkanie Toby’ego łapę z pazurami, z różowemi i czarnemi łatami, podobną do kolącego kwiatu.
Jeśli ośmielisz się!...
TOBY-PIES, szalony.
Tak ośmielę się! Ham! Ham! Ha, Kocie, ha, Kocie.
Kiki-Łagodny, zrozpaczony, rzuca się i pluje, zawiesza się na serwecie pokrywającej stół. Serweta zsuwa się powoli, a z nią razem lampa i drobiazgi. Cisza. Pies i kot, spłaszczone, pod fotelem, oczekują na karę...
ON, zjawia się na progu swego gabinetu, z piórem w ustach, niby z wędzidłem.
Do stu piorunów! Cóż to znowu? Ta nieszczęsna menażerya wszystko pozrzucała. Gdzie jest Pani? Co za nieszczęście! Nigdy nie można na czas zjeść obiadu... (etc. etc.)
Dwaj winowajcy, którzy znają niewinność podobnych przekleństw, spłaszczeni jak dwa pantofle, siedzą cicho, patrzą na