Przejdź do zawartości

Strona:Colette - Siedm dyalogow zwierzęcych.pdf/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.


KIKI-ŁAGODNY, tajemniczo, z oczami prawie zamkniętemi.

Nie. Charakterem tylko. Charakterem kocim. W takich chwilach podniecenia odczuwam — nie ulega to wątpliwości — poniżające stanowisko, jakie zajmujemy ja i ci wszyscy, co do mojej należą rasy. Przypominają mi się czasy, w których księża w długich dalmatykach lnianych przemawiali do nas schyleni i nieśmiali, starali się rozumieć nasze śpiewne wyrazy. Wiedz, psie, żeśmy się nie zmienili! Być może, iż są dni, w których bardziej jestem podobny do siebie, kiedy wszystko mnie oburza, ruch gwałtowny, śmiech ordynarny, hałas drzwi, twój zapach, niezrozumiała śmiałość jaką masz, aby mnie dotykać, osaczać mnie skokami okrężnymi...

TOBY-PIES, cierpliwy, na bok.

On ma kryzys.

KIKI-ŁAGODNY, drgając.

Czy słyszałeś?

TOBY-PIES.

Tak. Drzwi od kuchni. A teraz drzwi stołowego pokoju. Szuflada z łyżkami... Nareszcie, nareszcie, a! (ziewa). Już nie mogę dłużej. Ale gdzież jest ona? Żwir nie krzyczy; noc nadejdzie wkrótce.