Nie. Charakterem tylko. Charakterem kocim. W takich chwilach podniecenia odczuwam — nie ulega to wątpliwości — poniżające stanowisko, jakie zajmujemy ja i ci wszyscy, co do mojej należą rasy. Przypominają mi się czasy, w których księża w długich dalmatykach lnianych przemawiali do nas schyleni i nieśmiali, starali się rozumieć nasze śpiewne wyrazy. Wiedz, psie, żeśmy się nie zmienili! Być może, iż są dni, w których bardziej jestem podobny do siebie, kiedy wszystko mnie oburza, ruch gwałtowny, śmiech ordynarny, hałas drzwi, twój zapach, niezrozumiała śmiałość jaką masz, aby mnie dotykać, osaczać mnie skokami okrężnymi...
On ma kryzys.
Czy słyszałeś?
Tak. Drzwi od kuchni. A teraz drzwi stołowego pokoju. Szuflada z łyżkami... Nareszcie, nareszcie, a! (ziewa). Już nie mogę dłużej. Ale gdzież jest ona? Żwir nie krzyczy; noc nadejdzie wkrótce.