nowuje mnie słabość wielka. Ziemia mięknie pod mymi krokami. Z roztwartemi oczami połykam obfitą i słoną ślinę, wychodzą ze mnie mimowolne okrzyki brzuchomówcy... Następnie boki poruszają się podobnie, a nawet bardziej jeszcze jak boki kotki, która rodzi, a następnie...
Jeżeli ci to nie sprawia różnicy, opowiesz mi resztę po obiedzie...
Jestem głodny. Gdzie jest On?
Tam, w swoim gabinecie, skrobie papier.
Tak jak zwykle. Jestto swego rodzaju zabawa. Dwie-Łapy bawią się tem samem bez końca. Próbowałem niejednokrotnie, tak samo jak on, cienko skrobać papier. Ale to przyjemność, która trwa niedługo; wolę dzienniki rozszarpane w liczne kawałki, które szeleszczą i fruwają. Zresztą na jego stole znajduje się garnuszek z wodą fioletową i bagnistą; wącham ją z obrzydzeniem, od czasu kiedy przez ciekawość, nierozważny, umaczałem w niej łapę; tę łapę, co widzisz, arystokratyczną i silną, posiadającą między palcami