Zapewne. Ona je zrywa, i ciska wzdłuż alei, krzycząc: „Jabłko, Toby, jabłko!“ A ty rzucasz się nieprzystojnie, niby waryat, z językiem wywieszonym, z oczami na wierzchu, że aż dech tracisz...
Każdy szuka przyjemności tam, gdzie ją znajduje.
Jestem głodny. Obiad z pewnością się opóźnia. Gdybyś tak poszedł po Nią.
Nie śmiem. Zabroniła mi, abym przychodził. Jest ona w głębi doliny z dużym koszem. Rosa opada, i moczy jej nogi, a słońce uchodzi. Ale wszak wiesz, jaką jest Ona; siada na mokrem, patrzy przed siebie tak, jakgdyby spała; albo też kładzie się na brzuchu, gwiżdże i przygląda się mrówce w trawie; czasami zrywa macierzankę, i wdycha ją; niekiedy woła na sikorę czy na sójkę, które zresztą nigdy nie przychodzą. Nosi konewkę ciężką, i rozlewa wodę tysiącami nici srebrnych i lodowatych, które sprawiają mi dreszcze, na róże, i do małych wyżłobionych koryt