Przejdź do zawartości

Strona:Colette - Siedm dyalogow zwierzęcych.pdf/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.


dny. Nie słychać, aby obok poruszano talerze. Czyż nie jest już godzina obiadowa?

TOBY-PIES, podnosi się, przeciąga długo przednie łapy, wystawiając łokcie na zewnątrz; ziewa i wywiesza długi język heraldyczny, zmarszczony na końcu.

Nie wiem; jestem głodny.

KIKI-ŁAGODNY.

Gdzie jest Ona? Jak się to dzieje, że nie wisisz u Jej spódnicy?

TOBY-PIES, zakłopotany, obgryzając zlekka pazury.

Zdaje mi się, że Ona jest w ogrodzie; zbiera mirabele.

KIKI-ŁAGODNY.

Żółte kulki, które padają na uszy? Wiem. Więc Ją widziałeś? Założyłbym się, że cię zbeształa... Cóżeś ty jeszcze zrobił?

TOBY-PIES, zmieszany, odwraca swe oblicze zawstydzone, podobne do sympatycznej ropuchy.

Powiedziała mi, bym wracał do salonu, ponieważ... ponieważ ja także zjadałem mirabele.

KIKI-ŁAGODNY.

Dobrze ci tak! Masz upodobania wstrętne, upodobania ludzkie.

TOBY-PIES, urażony.

Słuchaj, ja nie jadam zepsutej ryby.