Przejdź do zawartości

Strona:Colette - Siedm dyalogow zwierzęcych.pdf/52

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.


mych oczu, wazon duży z małą palmą, której pędy zjadam, fotele głębokie, gdzie chowam piłkę dlatego, aby mieć niespodziankę... Korek zawieszony na sznurku u klamki drzwi, drobiazgi na stole, którymi zabawia się ma łapa, i czasami tłucze jakiś kryształ... Jadalnia... co za świątynia! Przedpokój — pełen tajemnic, skąd, niewidzialny, wypatruję tych, co wchodzą i wychodzą... Schody wąskie, po których kroki roznosiciela mleka dźwięczą dla mnie niby Anioł Pański... Do widzenia, fatalne przeznaczenie unosi mnie, i kto wie, czy kiedykolwiek... A! zbyt to jest smutne! wszystkie piękne rzeczy, o których mówię, rozczuliły mnie naprawdę.

Zaczyna się myć. Pociąg staje. Urzędnik na peronie: „Aau... uę... auaua...“
TOBY-PIES.

Krzyczą! Nieszcz... Tam do dyabła! Mam już dość tego.

ON, zakłopotany.

Za dziesięć minut zmieniamy pociąg. Co zrobić z kotem? Za nic w świecie nie pozwoli się zamknąć.

ONA.

Zobaczymy. A gdyby tak włożyć mięsa do kosza?