Gdybym ja uczynił to samo...
Hę, hę! Jak to sukno gąbczaste i szare uspokaja mą złość!... Od samego rana świat buntuje się okropnie, i On, On, którego kocham i który mnie ubóstwia, nie obronił mnie. Zniosłem poniżające dotknięcia, trzęsienie, i więcej niż jeden gwizd przebiegł mój mózg od ucha do ucha... Hę! miło jest kiedy nerwy wypoczywają, i kiedy wyobraża się sobie, że jednem draśnięciem wesołem pazura wystrzępia się krwawiące i włókniste ciało nieprzyjaciela... Hę! drapmy i spieszmy się! Wznośmy łapy wysoko na znak najwyższego zuchwalstwa!...
Powiedz, Kiki, czyś skończył?
Daj pokój. Wszak ostrzy pazury.
Odpowiedział za mnie. Przebaczam mu. Ale ponieważ mi wolno, nie podoba mi się już drzeć poduszek... Kiedy wyjdę stąd? Nie dlatego bym się czegokolwiek obawiał. Są tutaj oboje, i Pies także, ze swymi codzien-