Przejdź do zawartości

Strona:Colette - Siedm dyalogow zwierzęcych.pdf/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.


TOBY-PIES, na bok.

Gdybym ja uczynił to samo...

KIKI-ŁAGODNY, drapie dalej.

Hę, hę! Jak to sukno gąbczaste i szare uspokaja mą złość!... Od samego rana świat buntuje się okropnie, i On, On, którego kocham i który mnie ubóstwia, nie obronił mnie. Zniosłem poniżające dotknięcia, trzęsienie, i więcej niż jeden gwizd przebiegł mój mózg od ucha do ucha... Hę! miło jest kiedy nerwy wypoczywają, i kiedy wyobraża się sobie, że jednem draśnięciem wesołem pazura wystrzępia się krwawiące i włókniste ciało nieprzyjaciela... Hę! drapmy i spieszmy się! Wznośmy łapy wysoko na znak najwyższego zuchwalstwa!...

ONA.

Powiedz, Kiki, czyś skończył?

ON, z zachwytem, wyrozumiały.

Daj pokój. Wszak ostrzy pazury.

KIKI-ŁAGODNY.

Odpowiedział za mnie. Przebaczam mu. Ale ponieważ mi wolno, nie podoba mi się już drzeć poduszek... Kiedy wyjdę stąd? Nie dlatego bym się czegokolwiek obawiał. Są tutaj oboje, i Pies także, ze swymi codzien-