kot do kosza!...“, w chwili właśnie kiedy to mówiła, mój towarzysz znikł. Było to coś nie do opisania. On, przerażający, klął piorunami i Bogiem, i uderzał laską o podłogę, że pozwolono uciec Jego Kiki. Ona wołała „Kiki“ bądź głosem błagalnym, bądź z pogróżką, a dwie służące przynosiły zwodnicze talerze puste i żółty papier, niby od rzeźnika.... Wierzyłem święcie, że mój towarzysz, kot, opuścił ten świat! Nagle ukazał się oczom wszystkich, siedzący na samym wierzchu szafy bibliotecznej i przyglądający się nam z pogardą swem spojrzeniem zielonem. Ona podniosła ramiona: „Kiki zejdź natychmiast! sprawisz, że spóźnimy się na pociąg!“ Ale Kiki nie schodził, a ja dostałem zawrotu głowy, siedząc na ziemi, i widząc, że kot siedzi tak wysoko, że drepce w miejscu, kręci się i miauczy złośliwie, aby wyrazić niemożność usłuchania. On, przerażony, mówił: „Mój Boże, jeszcze spadnie!“ Ale Ona uśmiechnęła się sceptycznie, wyszła z pokoju, i powróciła z batem w ręku... Bat mówi: „Pęk!“ dwa razy tylko i cudem, sądzę, Kot zeskoczył na podłogę, bardziej lekko, bardziej elastycznie niż piłka, którą się bawimy. Ja, spadając, byłbym się złamał niezawodnie.
Od tej chwili siedzi on w tym koszu... (Zbliża się do kosza). W koszu mały otwór...
Strona:Colette - Siedm dyalogow zwierzęcych.pdf/43
Wygląd
Ta strona została skorygowana.