Przejdź do zawartości

Strona:Colette - Siedm dyalogow zwierzęcych.pdf/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.


ONA.

Cyt!

TOBY-PIES.

Nic prawie nie powiedziałem. Czy niedługo dojedziemy?

Zwraca się do Niego, który czyta, i, dyskretnie, kładzie łapę na Jego kolanie.
ON.

Cyt!

TOBY-PIES, zrezygnowany.

Nie mam powodzenia. Nikt nie chce ze mną rozmawiać. Nudzę się trochę, a przytem nie znam tego wozu. Jestem zmęczony. Obudzono mnie wcześnie, i bawiłem się, biegając po całym domu. Pochowano fotele pod pokrowcami, pokryto lampy, zwinięto dywany; wszystko było białe, zmienione, drażniące przykrym zapachem kamfory. Kichałem pod każdym fotelem, z oczami pełnemi łez, ślizgałem się po nagiej posadzce, spiesząc się i biegając za białymi fartuchami służących. Gdyż one uwijały się do koła kufrów, porozstawianych wszędzie, z gorliwością nadzwyczajną, która wystarczała, aby mnie uprzedzić o zdarzeniu niezwykłem.... W ostatniej chwili, w chwili właśnie, kiedy Ona, rozgrzana pospiesznymi ruchami, krzyczała: „Obroża Toby’ego! A gdzie jest kosz dla kota, szybko,