Przejdź do zawartości

Strona:Colette - Siedm dyalogow zwierzęcych.pdf/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.


się waham. Wywołało to we mnie krążące szaleństwo zdenerwowania. Prawie codzień Jej fantazya domaga się, abym udawał „rybę“: podnosi mnie na rękach, ściska me boki, że aż tracę oddech, a usta moje nieme otwierają się jak usta karpia, którego topią w powietrzu...

KIKI-ŁAGODNY.

Poznaję Ją po tem.

TOBY-PIES.

Nagle czuje się wolnym i żywym, żywym cudem Jej woli! O jakżeż życie wydaje mi się wtedy pięknem. O jakżeż ślinię jej wiszącą rękę, rąbek jej sukni!

KIKI-ŁAGODNY, z pogardą.

Ładna zabawa!

TOBY-PIES.

Wszystkiego co dobre i wszystkiego co złe doznaję od Nie ... Jest Ona udręczeniem przejmującem i pewnem schroniskiem. Kiedy, przestraszony, rzucam się na Nią z sercem szalonem, o jakżeż ramiona jej są miłe, o jakżeż świeże są Jej włosy na mem czole! Jestem Jej „czarnem dzieckiem“, Jej „Toby-Psem“, Jej „maleńką miłością“... Aby mnie upewnić, siada na ziemi, staje się taką małą jak ja, kładzie się nawet, aby mnie upajać