Przejdź do zawartości

Strona:Colette - Siedm dyalogow zwierzęcych.pdf/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.


nemi, podnieca się, pieszcząc mnie, śmieje się głośno ze mnie, zbyt dobrze naśladuje mój głos...

TOBY-PIES, wzruszony z oburzenia.

Widzę, że nie łatwo cię zadowolnić. Oczywiście Jego także kocham, gdyż jest dobry i odwraca oczy, aby nie widzieć mych uchybień, i aby nie potrzebował mnie łajać. Ale Ona! Jest tem, co widzę na świecie najbardziej drogiego i najbardziej niezrozumiałego. Jej kroki upajają mnie. Jej oczy zmienne dają mi smutek i szczęście. Podobna jest do Przeznaczenia i nie waha się nigdy! Nawet katusze Jej ręki... Wiesz jak mnie drażni?

KIKI-ŁAGODNY.

Surowo?

TOBY-PIES.

Nie surowo, ale delikatnie. Niczego przewidzieć nie mogę. Dzisiaj rano nachyliła się, jakby chciała mówić do mnie, podniosła me ucho, podobne do ucha małego słonia, i rzuciła wewnątrz okrzyk przejmujący, który doszedł aż do mego mózgu.

KIKI-ŁAGODNY.

Okropność!..

TOBY-PIES.

Czy to było dobre, czy złe, teraz jeszcze