bie mnie z sercem wesołem, śmieje się... Wreszcie, ocalenie, wydobycie z wody za kark; nogi wymachują w powietrzu i szukają życia; ręcznik twardy, szlafrok, w którym zażywam rekonwalescencyi z wyczerpania...
Uspokój się.
Zaprawdę! Wystarcza, aby o tem mówić... Ale Ciebie tak szydersko ciekawego mych nieszczęść, czyż nie widziałem pewnego dnia leżącego na umywalni, obok Niej, uzbrojonej gąbką...
To stara historya! Moje spodnie żuawa były zabrukane. Chciała je wymyć. Przekonałem Ją, że cierpię okrutnie pod gąbką.
Jaki z ciebie kłamca! A Ona ci wierzyła?
Hm... nie ciągle. Ale moja w tem wina. Przewrócony na grzbiet, nadstawiałem brzuch skromny, z oczami jagnięcia na ołtarzu, przebaczającemi i przestraszonemi. Poczułem zaledwie chłód poprzez me spodnie kosmate!... później nic więcej... strach mnie ogarnął, oba-