Przejdź do zawartości

Strona:Colette - Siedm dyalogow zwierzęcych.pdf/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.


bie mnie z sercem wesołem, śmieje się... Wreszcie, ocalenie, wydobycie z wody za kark; nogi wymachują w powietrzu i szukają życia; ręcznik twardy, szlafrok, w którym zażywam rekonwalescencyi z wyczerpania...

KIKI-ŁAGODNY, w istocie rzeczy przejęty.

Uspokój się.

TOBY-PIES.

Zaprawdę! Wystarcza, aby o tem mówić... Ale Ciebie tak szydersko ciekawego mych nieszczęść, czyż nie widziałem pewnego dnia leżącego na umywalni, obok Niej, uzbrojonej gąbką...

KIKI-ŁAGODNY, nieswój, poruszając ogonem.

To stara historya! Moje spodnie żuawa były zabrukane. Chciała je wymyć. Przekonałem Ją, że cierpię okrutnie pod gąbką.

TOBY-PIES.

Jaki z ciebie kłamca! A Ona ci wierzyła?

KIKI-ŁAGODNY.

Hm... nie ciągle. Ale moja w tem wina. Przewrócony na grzbiet, nadstawiałem brzuch skromny, z oczami jagnięcia na ołtarzu, przebaczającemi i przestraszonemi. Poczułem zaledwie chłód poprzez me spodnie kosmate!... później nic więcej... strach mnie ogarnął, oba-