Przejdź do zawartości

Strona:Colette - Siedm dyalogow zwierzęcych.pdf/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.


KIKI-ŁAGODNY, na fortepianie, marzy.

To wszystko, tak, i przyzwyczajenia z ubiegłego roku, które się znowu odnajduje i które pasują do ciała tak, jak poduszka wygnieciona długim snem... To wszystko, i noce wolne, śmiech smutny puszczyka, który sam lata po powietrzu, tak jak ja chodzę po ziemi... Szczury srebrne, zawieszone na altanie, zjadają winogrona i nie przestają patrzeć się na mnie... Kuracya na murze gorącym, mająca na celu schudnięcie; schodzę z tego muru ugotowany, zmniejszony, blady, — ale wysmukły aż do pozazdroszczenia przez inne koty... (ocknąwszy się, patrzy z pogardą na małą suczkę). Obyś zginęła cuchnąca bestyo za przypomnienie tych radości minionych! Czy nie znikniesz, abym mógł zejść z tego zimnego piedestału, gdzie drętwieją me łapy.

TOBY-PIES, rozweselony do małej suczki.

Zostawmy to wszystko. Kiedy jesteś przy mnie, nie mogę myśleć o niczem innem, jak o Tobie. Czuję, że cię kocham.

MAŁA SUCZKA, spuszczając oczy.

Miłością?

TOBY-PIES.

Oczywiście.

MAŁA SUCZKA.

Tak szybko?