uprzejmym, to jednak wiele mówiącym wzrokiem, spoglądał na intruza, co ośmielił się pani jego w tak ważnej chwili czas zabierać...
Zdanie, jakie miałem o pani Colette Willy, po osobistem jej poznaniu, nie zmieniło się bynajmniej, a umocniło tylko. Są ludzie, którym szczerość i poczciwość wyczytać można w spojrzeniu — do takich należy pani Colette Willy. Z zachowania się, z ruchów, z rozmowy jej — widać, jak jest dobra, jak pogodna, jak sentymentalna nawet (ten czynnik sentymentalizmu najjaskrawiej może występuje w nowej powieści pani Colette Willy: La Vagabonde); ale widać także stanowczość, wytrwałość, zrozumienie i poczucie obowiązków, czy to teatralnych czy też literackich. Wogóle prawdziwa Colette Willy nie ma nic wspólnego z ową legendową autorką Claudine, o której tyle i tak rozmaitych plotek a legend kursuje...
Po raz drugi, niedalej jak wczoraj, widziałem panią Colette Willy na scenie w pantominie p. t. La Chair. W małym teatrzyku dzielnicowym p. n. Gaité-Montparnasse, wypełnionym po brzegi publicznością przedmiejską, w towarzystwie nieodłącznego Wague’a (w La Vagabonde występującego pod nazwą Brague’a), między śpiewem szansonistek, a komedyjką o wartości wątpliwej, odegrała dramat miłosny o podkładzie silnie zmysłowym; nie było tam ani dekoracyi, ani kostiumów, ani oświetlenia specyalnego, słowem nie było tego wszystkiego, co może oszukać oko, sprawić złudzenie gry dobrej, choć doskonałą nie jest. Uwaga więc cała skupiona była na grze artystki, na jej fizyognomii i ruchach... I była pani Colette Willy naprawdę żoną czy kochanką jakiegoś kłusownika, która miłość swą zakazaną ukryć pragnie, co później, w chwili stanowczej, waha się i zdecydować się nie może, co dalej, na gorącym schwytana uczynku, rozdarłszy szaty, pięknem ciała swego życie własne ratuje, co, wreszcie, straciwszy kochanka czy męża, niepocieszoną jest żoną, czy kochanką. ...Gra
Strona:Colette - Siedm dyalogow zwierzęcych.pdf/13
Wygląd
Ta strona została uwierzytelniona.