Przejdź do zawartości

Strona:Bruno Winawer - Tempo!.pdf/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

 O tym „drugim sądzie nad Sokratesem“ musiałem swoich czytelników zawiadomić. Trudno — obowiązek kronikarski. Ale tu znów podkreślam wyraźnie i zaznaczam dobitnie: nie ja nazwałem Sokratesa greckiego idjotą, chociaż go może za idjotę uważam.
 Niech mi też wolno będzie wreszcie dodać kilka słów pro domo. Od pewnego czasu przyjął się u nas dziwaczny zwyczaj. Ilekroć jakiejś osobie bogobojnej nie smakuje teorja ewolucji — macza pióro w kałamarzu i napada z impetem na mnie! Ilekroć jakiś dziubuś z zakątka chce oznajmić tłumowi krewnych z Otwocka, że zna równania Newtona i dostał na egzaminie piątkę z fizyki, — polemizuje ze mną! Ilekroć inny ponury nudziarz chce się pochwalić, że czytał jakąś przeraźliwą niemiecką kobyłę pseudofilozoficzną, — wygłasza uszczypliwy odczyt o mnie i czeka, czy mu odpowiem.
 Nie! Żadnych wyzwań nie przyjmuję i z atletami „wagi muszej“ walczyć nie będę. Niech panowie załatwią jakoś te spory między sobą. Umywam ręce i mam nadzieję, że sami jeden drugiemu zmyjecie głowy.