jak po wielkiej wojnie Anglja do zmiażdżonej Bułgarji. Zwięźle, krótko, stanowczo.
Dodajmy, że za naukami ścisłemi runęły naprzód i inne; biologja wykryła tysiące faktów zdumiewających i oczywiście zamieniła na kupę butwiejącej makulatury to, co sobie dawniejsi mądrale pisali o życiu. Fenomenalne metody genjalnego profesora Pawłowa otworzyły nowe horyzonty przed psychologją doświadczalną. I znów kupa szpargałów zapadła się w nicość. Wybitni matematycy-twórcy (Poincaré, Russell sami jęli badać drogi myślenia logicznego, pisać o wartości teoryj i zasięgu hipotez... Co w tych warunkach ma do gadania „myśliciel na stołku“ (taki mniej więcej termin urobili Amerykanie)? Dawnej unosił się wysoko nad naukami, bujał w obłokach, jak pan i władca, dziś — nie może nawet zrozumieć Schrödingera albo Heisenberga. Nie ma odpowiedniego wykształcenia, nie umie myśleć — jest za tępy.
Stroję się niechętnie w cudze piórka, dlatego też zaznaczam, podkreślam, akcentuję wyraźnie: nie ja pierwszy krzyknąłem na alarm, nie ja pierwszy dojrzałem z bocianiego gniazda co się święci. W po-