czyną kryzysu i katastrofy gospodarczej. Czy można sobie wyobrazić, że na świecie doprawdy będzie lepiej, jeżeli będziemy ręcznie czesali wełnę, z wiadrem chodzili do studni po wodę, albo palili w domu łuczywo i naftę, wyrzekając się dobrowolnie prądu elektrycznego?
Co ciekawsze — z punktu widzenia pokoleń przyszłych, nasze huczące groźne maszyny wcale nie będą takie groźne. Nasz wnuk uśmieje się na ich widok tak, jak myśmy się śmiali ze starej, niedołężnej i zabawnej lokomotywy w głośnym filmie Bustera Keatona. Powodów do śmiechu nie zbraknie dalekim potomkom.
Parowóz i wagon kolejowy — skoro już o nich mowa — nie zmieniały formy od lat stu z okładem. Ulepszono to i owo w paleniskach, kotłach, ale na kształt zewnętrzy nie zwracano uwagi. I dopiero nowe środki lokomocji — auto, samolot — kazały inżynierom i konstruktorom raz jeszcze przemyśleć od początku zagadnienie maszyny parowej na szynach. Zbudowano modele, poddano je badaniom w instytutach aerodynamicznych. Lokomotywa, pędząca z szybkością 80 czy 100 kilo-