Zwracam się do wszystkich ludzi dobrej woli i zaklinam ich, niech sobie ten wyraz przepowiedzą kilka razy głośno, niech go podrzucają zręcznie a stale znajomym w rozmowach kawiarnianych, propagują, puszczają w obieg — a przyczynią się do wyzwolenia literatury ze srogiej opresji, wyprowadzą nas może z domu niewoli! Za największe arcydzieło naukopisarskie albo wiedzopisarskie uważam książkę de Kruifa „Łowcy mikrobów“. Człowiek niebywałego talentu, rozmiłowany w w swej wiedzy, postanowił odmalować dzieje młodej nauki, wiedziony przedziwnym instynktem, trafia na najpiękniejsze barwy, maluje przepyszne rembrandtowskie portrety ukochanych pionierów, rzuca z rozmachem „al fresco“ takie obrazy, że Leonardo ucałowałby go w oba policzki... Myślicie, że rozbroił fachowców? że znalazł łaskę w ich oczach? Jeżeli mi wolno wnioskować z pewnej rozmowy telefonicznej, stawiają mu poważne zarzuty: w dwóch miejscach nie był dość „ścisły“, w dwóch nie dopisał odsyłacza. Jak wiadomo zaś, obowiązkiem popularyzatora... Dosyć! To
Strona:Bruno Winawer - Tempo!.pdf/44
Wygląd