Przejdź do zawartości

Strona:Bruno Winawer - Tempo!.pdf/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

nej. Czujniejsi pisarze zrozumieli, że olbrzymia dziedzina twórczości luzdzkiej — nauka — nie może być wiecznie otoczona parkanami, zasiekami z drutu kolczastego, plakatami: „Obcym wstęp wzbroniony“ — zwłaszcza że genjalny uczony, badacz, jak to pięknie opisał de Kruif, też przeważnie bywa intruzem, przybłędą, bezdomnym nicponiem, który się zakradł nocą przez dziurę w płocie na plac pilnie strzeżony przez belfrów. Leeuwenhoek, odkrywca bakteryj, miał kramik w Delfcie, Koch był skromnym lekarzem wiejskim, twórca fizyki nowszej, Faraday, pracował u introligatora. Matematycy do dziś dnia obrabiają jego pomysły, a on zwykłej arytmetyki dobrze nie znał — do końca życia.
Mimo surowych zakazów literatura wdarła się przemocą na teren niedozwolony — i to głównie od strony „historycznej“. Słyszeliśmy o szkicach, życiorysach powieściowych Stracheya, Maurois, Ludwiga, dowiedzieliśmy się o pięknej „Historji świata” Wellsa, lada dzień poznamy zdumiewające skróty perspektywiczne van Loona, który tak świetnie wodzi ostrem piórkiem po dziejach Ameryki „od Kolumba do Coolidge‘a”. „Zawodowcy“ nazwali tych wszystkich znakomitych pisarzy „fel-