ce. „Popularyzator“ bowiem musi być nudny, musi każde zdanie zaopatrywać co najmniej w dwa odsyłacze, nie może pominąć nazwiska najmniejszego belfra na najmniejszej wszechnicy, nie może pisać z entuzjazmem o najgenialniejszej teorji, którą sam wyznaje, musi każdy wybuch natychmiast gasić uwagą: „dla ścisłości zaznaczyć tu winienem, że Hosenknopf ma inny pogląd na sprawę“. Samo określenie „popularyzator“ narzuca pisarzowi natrętnie jakieś obrzydliwe obowiązki, jego książka prawem kaduka dostaje się w ręce niepowołanych recenzentów, i jacyś nudni, niepotrzebni ludzie wygłaszają o niej zakatarzonym głosem nieciekawe opinje.
Lat temu kilkadziesiąt można się było pogodzić z takim stanem rzeczy. Bo wreszcie Brehm odniósł tryumf, zwyciężył, jego „Życie zwierząt“ przetrwało „życie uszczypliwych zoologów“ na katedrach, książek prawdziwie dobrych (w tym rodzaju) było wówczas mało. Literat — jeżeli go pociągały tematy naukowe — pisał wtedy powieści, jak niezrównany Verne, najmilszy autor naszych lat dziecinnych, jasnowidz i genjalny wynalazca „w stanie utajonym“
Ale w czasach nowszych coś się — niema wątpliwości — stało w literaturze pięk-
Strona:Bruno Winawer - Tempo!.pdf/40
Wygląd
Ta strona została skorygowana.