Strona:Bruno Winawer - R. H. Inżynier.pdf/89

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


PISTJAN. Ależ na Boga...
POWSINOWSKI. Przepraszam. Oddział centurionów, który aresztował panią Gabrjeię spotkałem na rogu Wielkiej, pokazuję legitymację urzędniczą, płacę Apolonji odszkodowanie, ręczę za wszystko, uwalniam szanowną magnifikę z rąk oprawców i posyłam ją niezwłocznie na Mokotowską 1, szóste piętro, stróż wskaże!
PISTJAN. Panie! Ja tam lecę. Ona tam znów jakąś kobietę poturbuje.
POWSINOWSKI. To niemożliwe, tam są o tej porze sami mężczyźni. To jest klub metodystów. Zresztą — owszem. Mogę ją tu natychmiast przywieść. Panno Ryps proszę mi zamówić samochód na koszt firmy. Jako urzędnik jeżdżę tramwajem, ale jako plenipotent podróżuję autem (wychodzi). Chwileczka! (do telefonu). „Proszę Sejm“ Klub sprawozdawców. Panowie! Powsinowski mówi. Gdyby mi kto w międzyczasie ofiarował tekę ministerjum pracy, jestem u Metodystów. Żegnam. (Wychodzi).

(Panna Ryps drepce za nim). — (Chwila pauzy).

HEYST. (Uderza pięścią w biurko). I on rzeczywiście uwalnia Brysię, robi miljony, żeni się z moją pierwszą żoną, pokazuje legitymację i budzi powszechny respekt. Mój eksperyment zrobił fiasco — kapituluję.
PISTJAN. Mój drogi chłopcze, jeszcze nie wszystko stracone. Skoro tylko sam dochodzisz do wniosku, że twój system nerwowy wymaga radykalnej kuracji, to przy odrobinie dobrej woli...
HEYST. Dosyć, wykazałem dobrej woli, wydobyłem kasetki z podłogi, drukowałem pracę matematyczną, prowadziłem przedsiębiorstwo...