Strona:Bruno Winawer - R. H. Inżynier.pdf/79

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


chodzi? O męża? Prawda? Niech pani siada na fotelu. Zaraz sprawę załatwimy po amerykańsku.
EWA. Dziękuję, idę. Nie mam pretensji, fercichtuję. Jadę curück kurjerem do Gdańska.
POWSINOWSKI. Hola! Madame! nie można stawać w pół drogi, rzecz trzeba załatwić radykalnie i ostatecznie. Mąż? — ja. Był Heyst, był Fingerhut, może być i Powsinowski.
EWA (śmieje się). Proszę pana. So was. Takie coś.
POWSINOWSKI. Mam na imię Benedykt, innych przeszkód nie widzę. Dlaczego jeden człowiek może mieć dwie żony, kiedy inny człowiek niema wcale żony. Gdzie tu logika? Pani ucieka?
EWA. Ja myślę. Pan sobie stroi kpinki. Zum Lachen (już przy drzwiach).
POWSINOWSKI. Nie, pani. To propozycja poważna. Odprowadzam panią do tramwaju. Nikt tak nie umie umieścić kobiety w tramwaju jak ja (we drzwiach Dordoński, Pistjan, Mary). Pardon, wychodzę ale wracam. Ważne sprawy rodzinne. Młodsza linja Powsinowskich zaczyna się żenić. (Roztrąca tamtych i wybiega za Ewą).
DORDOŃSKI, (Ma tekę wypchaną papierami, które ciągle wyjmuje, przewraca, znów chowa. Ręce mu drżą z oburzenia. Jest szalenie zdenerwowany). Masz? Widzisz? Słyszysz co się wyrabia? A telefon znów wyłączyli. O!!!
PISTJAN. No, tak, masz rację. To nie są objawy pocieszające. Jak sądzisz Mary?
DORDOŃSKI. To są objawy irytujące, deprymujące i wystarczające. Najpierw kontraktuje place w Mokotowie, w Rakowcu, Paluchu, a kiedy wreszcie przychodzi co do czego, mianuje swoim zastępcą