Strona:Bruno Winawer - R. H. Inżynier.pdf/78

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


GABRJELA. Niema nic. Teraz pana też przekabacili. Pan też przeciwko mnie? Ewa. Ja coś wiem o tej Ewie. Liściki na niebieskim papierze, perfumowane, widziałam te liściki.
EWA. Boże, Boże, Jessas. Panie Powsinowski.
GABRJELA. Powsinowski. Pana też potrafili na swoje kopyto przerobić mądrale. Wstyd, panie, taki porządny, taki szykowny człowiek. Wstyd.
POWSINOWSKI. Ja zawsze z panią, pani Brysiu. Ale teraz pani jest na fałszywym tropie. Widzi pani ten dokument? Tu jest wydrukowane czarne na białem, z kim mąż panią zdradza. Proszę, o Apolonja — pralnia bielizny. Aurelja — fabryka gorsetów. Leontyna — pracownia sukien. Matylda — szwalnia mechaniczna... Proszę.
GABRJELA. Dawaj pan to.
POWSINOWSKI. Tu są adresy poświadczone w Magistracie. Bednarska, Foksal, plac Kercelego. Ja zawsze o pani myślę, pani Gabrjelo. Jak pani mogła o mnie zwątpić?

(Gabrjela chwyta „dokument“ i wychodzi pośpiesznie).

Nie lubię zwarjowanych kobiet. Jakiem prawem odchodzi od rozumu istota, która się do niego nigdy nie zbliżała. Ale — do rzeczy. Niech pani siada. Tu na krześle, na pufie.
EWA (drży jeszcze z przerażenia). Ja... nie mogę... idę... Ta niewiasta, ta straszna niewiasta. Ona dybała na moje życie już w przedpokoju.
POWSINOWSKI. To była tylko pani Pistjanowa. A jeszcze jest córka, Dordoński i profesor. Widzi pani, jakie pani grożą niebezpieczeństwa u boku Ryszarda Heysta? Cóż z tego, że pani ma rację, kiedy tamci ludzie mają temperament? Zresztą — o co