Strona:Bruno Winawer - R. H. Inżynier.pdf/76

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ża, on powinien być karany za bigamię, poczem wraca do mnie, a nowa żona nie ma żadnych praw.
POWSINOWSKI (myśli). Tak, pani ma rację. Sprawa jest jasna. Pani powinna do niego napisać.
EWA. Ja do niego pisałam osiemnaście razy. On każdy list wcale nie czyta, odsyła w kopercie, a zamiast odpowiedzi dostaję co miesiąc te pieniądze (wyrzuca z torby plikę pieniędzy). Tu się uzbierało marek polskich 2,600.000 i niemieckich 900.000.
POWSINOWSKI. Wie pani, chociaż to mój przyjaciel, ale to jednak porządny człowiek. Tu jest ze cztery miljony z dużym ogonkiem.
EWA. Kiedy ja gwiżdżę na pieniądze, Fingerhut...
POWSINOWSKI. Nie mówmy, proszę pani, Fingerhut. Nie podoba mi się to słowo.
EWA. Ależ on się tak nazywał.
POWSINOWSKI. On się tak nazywał, bo umarł przedwcześnie. Gdyby doczekał mojej reformy, nazywałby się conajmniej Powsinowski, mnieby wywłaszczono, a on by sobie to kupił na licytacji.
EWA. Dobrze. Otóż Moryc...
POWSINOWSKI. Moryc mu było? Na to nie mam żadnej rady.
EWA. On pracował jako radca przy stoczni w Gdańsku. I z domu był bogaty. On mi wogóle zostawił trzydzieści miljonów w Reichsmark — w markach niemieckich.
POWSINOWSKI. Fjjju!
EWA. Co to znaczy fjjju?
POWSINOWSKI. Proszę pani, jeżeli rzecz się tak ma, to co pani zależy właściwie na moim przyjacielu Heyście?