Strona:Bruno Winawer - R. H. Inżynier.pdf/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zawiadomić kogo należy... Tak, ten egzemplarz jest dla was.

(Ryps wychodzi)

POWSINOWSKI. (Obraca kartkę w rękach). Co to ma być? Wy sobie żartujecie z człowieka stojącego nad grobem.
HEYST. Dobrze jest, ani mru — mru! Siadajcie tu przy biurku. Tak, będzie wam wygodniej. Lecę na pocztę w sprawach osobistych. Nareszcie się z tego kieratu na dwie godziny wyprzągłem. Do widzenia!
POWSINOWSKI. Ależ moi drodzy! Heyst! Nie zostawiajcie mnie tu samego. Przecież ja o niczem pojęcia niemam.
HEYST. Właśnie o to chodzi. Doskonale. (Włącza kontakt telefonu, zaciera ręcę). O! już dzwoni. Już się zaczyna. (Do telefonu). Tak! Pan Powsinowski mnie zastępuje. Udzieliłem mu plenipotencji... (chwila ciszy — znów dzwonienie). „Pan Powsinowski ma pełnomocnictwo“ — idę.
POWSINOWSKI. Powiedzcie mi przynajmniej co ja mam robić?
HEYST. Wszystko jedno! Addio!
POWSINOWSKI. Na litość Boga jak się to przedsięwzięcie nazywa, którem zarządzam?
HEYST (już przy drzwiach) „MENSSANA“ budujemy wielkie zakłady w Mokotowie (z radością). Telefon dzwoni. (Ucieka).
POWSINOWSKI. Heyst, zaraz, (do telefonu) „Menssana“. — Djabli nadali, Powsinowski... kto? Niech pan sylabizuje. Cegła... Co mnie obchodzi cegła, panie życie mi obrzydło, a pan mi mówi o cegle. Co pan ma robić? Na pańskim miejscu zmienił-