Strona:Bruno Winawer - R. H. Inżynier.pdf/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


30-ej do 45-ej wypadła tak dobrze, to zasługę przypisać należy ślepemu trafowi, który sprawił, iż R. H. Inżynier właśnie w moje ręce...

(tu słychać raptem niesamowity rumor i trzask z kąta, w którym tkwił Heyst)

HEYST (wielkim głosem). Jest, a co? jest...

(poruszenie Dordoński i Córuś rozbiegają się w przeciwne rogi pokoju)

MARY. Panie Ryszardzie.
HEYST (ciągle z trudem i jakąś niemożliwie zakurzoną płaską szkatułkę ogniotrwałą. Dźwiga ją na front. Stawia na stole. Jest sam przy tem strasznie omurusany, ale szczęśliwy).
Voilla! rzeczownik rodzaju żeńskiego, który tu oto widzimy zaczyna się od litery „k“, ale mi się nie przewidział. Istnieje, kluczyk, który w tym otworze pogrążam — jest na „k“ ale jest (otwiera). Papiery na „p“ ale są (wyrzuca paczki na podłogę). Lilpopy, Rudzkie, Starachowice, Żyrardów, Zawiercie, Tomaszów, Firleje, Bank Handlowy, Półimperjały, Kolczyki.
Panie profesorze R. H. Inżynier, prosi pana o rękę pańskiej córki Mary.

(KURTYNA)