Strona:Bruno Winawer - R. H. Inżynier.pdf/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


HEYST. Nie natem koniec, drogi panie. Jeszcze pan bardziej będzie oszołomiony, gdy się pan dowie, że siedzę w pańskiem sanatorjum...
MARY (sygnały błagalne). Panie Ryszardzie... Prosiłam...
HEYST. Nie, pani, to musi wyjść na jaw. Siedzę w pańskiem sanatorjum jedynie ze względów mieszkaniowych...
PISTJAN (spokojnie — rzuca spojrzenie znaczące Dordońskiemu). Nie może być? A wie pan, że ja coś takiego przypuszczałem. Patrzcie, patrzcie!
HEYST. Dalej! Kasetka moja...
DORDOŃSKI. Chy. Kapitalne!
HEYST. Kasetka moja, którą pan ukrywa pod podłogą w mojem mieszkaniu, zawiera dwieście pięćdziesiąt akcji kopalni Starachowice, 150 Lilpopów, 20 Żyrardowów, 40 Schodnic... 300 rubli imperjałami i kolczyki opalowe...
DORDOŃSKI. Kolczyki! Uważasz, Jasiu? K-! Znowu k-kolczyki... (parska śmiechem).
HEYST (wali pięścią w stół). Do stu piorunów! Dosyć! Proszę się nie śmiać.
PISTJAN (mityguje, mówi łagodnie). Nie śmiej się Adasiu! (do Heysta). Jeżeli mnie pamięć nie myli, panie Ryszardzie, kolczyków dawniej nie było. Kolczyki są dopiero od dzisiaj.
HEYST. Sapristi! Oni wciąż swoje (wali oburącz w stół). Kolczyki i Starachowice były, Żyrardowy były i Lilpopy były!! Proszę ze mnie nie robić warjata (tupie nogą).
PISTJAN (szeptem). Adasiu! Pst! (wymykają się obaj na korytarz). Chodźmy...
HEYST (zupełna zmiana tonu — spokojnie, rzeczowo). A widzi pani, że tak było najlepiej. Mają