Strona:Bruno Winawer - R. H. Inżynier.pdf/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


CÓRUŚ (pośpiesznie). Pozwolę sobie tylko na jedno krótkie zapytanie: czy pacjent kochał swoją pierwszą żonę?
HEYST. Nie.
CÓRUŚ. Więc poco się pacjent żenił?
HEYST. Jak wszyscy: z nudów i dla karjery.
CÓRUŚ. Czy ona była bardzo piękna?
HEYST. Rzecz gustu. Mnie się nie podobała. Chociaż miała, jak na kobietę, niezwykłe zalety ducha.
CÓRUŚ. Jakie?
HEYST. Sklepik tabaczny.
CÓRUŚ (szybko). Stary żyd jedzie po raz pierwszy w życiu koleją z Trzebini do Lwowa...
DORDOŃSKI (szeptem). Nie, dajcie spokój. Co nas stary żyd obchodzi.
PISTJAN. Nie przerywaj. Spokój Cantera-Ebbinghausa. Tak zwana „Witzmethode“. Doskonale.
CÓRUŚ. Po drodze siada do wagonu drugi żyd...
HEYST. Znam tę anegdotę. Pani chce widzieć, gdzie tu jest dowcip? Nie wiem. Już kilka razy wystawiono moją inteligencję na próbę w ten sposób — ale bezskutecznie. Gdyby do wagonu wsiadło jeszcze trzydziestu żydów, to i tak w tem nic wesołego nie widzę...

(Na korytarzu głośny harmider)

PISTJAN. Co to? Co się dzieje?
HEYST. Pani profesorowa wróciła właśnie z kantoru przewozowego „Syrena“ i nim się uda na stację filtrów... pragnęłaby...
PISTJAN (w popłochu). Moi drodzy. Przepraszam na chwilę (ku drzwiom).
DORDOŃSKI. Jasiu. Czekaj-że, Jasiu (wybiega za nim).