Przejdź do zawartości

Strona:Bruno Winawer - Boczna antena.djvu/78

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

syczało, trzeszczało i gwizdało po próżnicy w naszych słuchawkch i głośnikach, eter nad Europą — zamiast przenosić spokojnie wiadomości pożyteczne — targany będzie bez sensu przez różne bezcelowe foxtroty, wyrwasy, harmidry...
Niektórzy — zaznaczmy to przy okazji — twierdzą już teraz, że wolą słyszeć Filharmonję wiedeńską przez telefon, niż orkiestrę straży ogniowej w Samborze bezpośrednio. Ale to są chyba wyjątkowi jacyś manjacy i entuzjaści.